piątek, 11 kwietnia 2014

Przebudzenie zamiast rutyny - Rozdział II



A.W TOZER

"Przebudzenie zamiast rutyny  
Zwycięstwo nad duchową stagnacją"

 
Rozdział 2
Błędy w myśleniu

            W Swej miłości i dobroci Bóg często posyła Mojżesza, Jozuego lub Izajasza, czy też  w późniejszych czasach Lutra bądź Wesley'a, by pokazać, że Boże dzieło nie rozwija się. Nadeszły złe czasy dla Królestwa Bożego, a będzie jeszcze gorzej. Ogólną tendencją jest popadanie w rutynę, a my przecież musimy się z niej wyzwolić. Nadszedł czas, by powstać i opuścić to miejsce, ponieważ Boża wola jest tak rozległa jak ziemia, którą dał Izraelitom -  „Wyruszcie więc i idźcie w stronę gór Amorejczyków i do wszystkich ich sąsiadów w Araba, na pogórzu i na nizinie, w Negebie i na wybrzeżu morza, do ziemi Kananejczyków i Libanu, aż do wielkiej rzeki, rzeki Eufratu.” ( 5 Moj. 1,7 )

            Kiedy Bóg posyła jakiegoś kaznodzieję do zgromadzenia z takim właśnie przesłaniem, a ludzie ci są w połowie gotowi, by usłuchać go, najprawdopodobniej powiedzą do siebie: „myślę, że pastor ma tutaj rację. Popadliśmy w rutynę, prawda? Nie ma sensu z tym walczyć. Myślę, że trzeba coś zrobić.” I zapewne w 99.99 procentach przypadków przepisanym lekarstwem będzie: „spotkajmy się, zjedzmy coś razem. Wiem, że popadliśmy w rutynę, ale przecież tak rzadko się widujemy. Powinniśmy się lepiej poznać, więc spotkajmy się i zjedzmy coś wspólnie.” Oczywiście nie mam nic przeciwko przebywaniu razem, ale to nie jest rozwiązanie naszego problemu.

            Zamiast wspólnego posiłku, ktoś może zaproponować: „zaplanujmy jakiś wspólny wyjazd” To kolejny sposób, w jaki my protestanci, leczymy wszystkie rany Joba, cały trąd i wszystkie nasze bolączki. Albo się spotykamy, by przejeść problem, albo od niego uciekamy na wspólne wyjazdy.

            Kolejna osoba może powiedzieć: „spotkajmy się i zróbmy coś religijnego. Kościół jest w kiepskiej formie. Morale słabnie i wiele rzeczy nie wygląda zbyt dobrze. Kręcimy się w kółko. Spotkajmy się i zróbmy coś z tym wspólnie.” Tak mówi aktywista.

            Ktoś jeszcze inny powie: „powołajmy radę, która to zbada.” Baptystyczny kaznodzieja, dr Vance Havner mówi: „Rada to zgromadzenie niekompetentnych osób, powołanych przez niechętne osoby, by uczynić to, co niekonieczne.” Może wyraził się trochę zbyt radykalnie. Są oczywiście rzeczy, które rady mogą uczynić, ale są również takie, których nie mogą uczynić. 

            Jestem przekonany, że kiedy Boży mąż zagrzmiał : „Byliście na tym miejscu wystarczająco długo. Kręcicie się w kółko. Wyjdźcie stąd i weźcie to, co Bóg wam dał”, nikt nie wstał i nie powiedział : „Panie przewodniczący zjedzmy coś.” Jedzenie  prawdopodobnie nic by nie pomogło. Jestem pewien, że oni nie wstali i nie powiedzieli: „Wybierzmy się gdzieś”, lub „Załóżmy kolejne stowarzyszenie.” Zakładanie stowarzyszeń to jeszcze inna reakcja w sytuacji, kiedy uświadamiamy sobie, że tkwimy w rutynie; okazuje się, że nie jesteśmy wcale wyżsi niż byliśmy pięć lat temu, ani nie jesteśmy dalej niż wtedy, nie wiemy więcej i nie jesteśmy świętsi niż pięć lat temu. Zatoczyliśmy koło i spotkaliśmy się z samymi sobą w tym samym miejscu. 

            Jeśli jakąś pieśń można wyświechtać, to my to zrobiliśmy z tą : „ Przebudź nas znowu, wypełnij nasze serca Swoją miłością”. Śpiewaliśmy  ją tak długo, że już nikt nie ma w sercu jej słów, nikt nie jest gotowy zapłacić ceny. Ale my chodzimy w kółko i wszystko co, widzimy to pięty człowieka podążającego przed nami. A wszyscy, którzy są za nami, widzą nasze pięty. Chodzimy tak w kółko, a ktoś tu proponuje: „Załóżmy nowe stowarzyszenie.”

Błędne zrozumienie problemu

            Wspólnota, rady i stowarzyszenia są w porządku w pewnych okolicznościach, lecz ten rodzaj odpowiedzi na ten konkretny problem wynika z faktu, iż ci, którzy tej odpowiedzi udzielają nie zrozumieli problemu. Tak naprawdę źle pojęli trzy rzeczy.
             
            Po pierwsze źle rozumieją naturę wiary chrześcijańskiej. Wiara chrześcijańska dotyczy rzeczy wewnętrznych, a nie zewnętrznych. Opiera się na duchu, a nie na ciele. Królestwo Boże jest w twoim wnętrzu, Chrystus mieszka w twoim sercu, „...Chrystus w was, nadzieja chwały.” (Kol 1,27) jest płonącym jądrem wiary chrześcijańskiej. A zatem chrześcijaństwo, prawdziwa wiara chrześcijańska jest w swej naturze wewnętrzną sprawą i my mamy być nakierowani na wnętrze. Popadanie w rutynę odbywa się w związku z tym w nas, gdzieś w naszym duchu, duszy i sercu, w wewnętrznym człowieku. Skoro problem jest natury wewnętrznej niedorzecznością jest stwierdzić: „w porządku. Mój wewnętrzny człowiek, mój duch, moja wewnętrzna świątynia popadła w rutynę. Nie jestem tam gdzie powinienem, więc zjedzmy coś.”

Natura Kościoła
           
             Po drugie źle rozumieją naturę Kościoła. Kościół jest ciałem składającym się z poszczególnych osób zjednoczonych w Chrystusie, ale każdy z nich ma oddzielne, indywidualne obowiązki. Dlatego całe ciało wzrasta tylko wtedy, kiedy każdy poszczególny członek, tworzący to ciało, wzrasta. Duch Święty zstąpił na mniej więcej 120 osób w dniu Zielonych Świąt. Ale on zstąpił na każdego indywidualnie, a jeśli któryś z nich zatwardziłby swoje serce, zostałby pominięty. 

            Każdy rodzi się sam, nawet jeśli jest jednym z trojaczków. Rodzimy się indywidualnie i indywidualnie umieramy, indywidualnie też stajemy przed sądem, a jeśli jako chrześcijanie zachorujemy też indywidualnie będziemy uzdrowieni. Ciało składa się z poszczególnych osób a powiedzenie: „ no dobrze powołajmy radę, by się temu przyjrzała” jest próbą zaangażowania tuzina osób do zrobienia czegoś, czego Bóg nie jest w stanie zrobić dla nawet jednej osoby – a mianowicie  rozwiązać problem za pomocą zewnętrznych środków. To nie działa i nigdy nie zadziała. Ponieważ źle pojmujemy naturę Kościoła, nie rozumiemy jak rozwiązać problem.

Co jest z nimi nie tak
            
 Po trzecie oni sami nie wiedzą, co jest z nimi nie tak. Nie jesteś w stanie wyleczyć słabego członka przepisując mu odpowiednią dietę. Możesz jeść kawior i ptasie mleczko do upadłego, ale to ci nie pomoże, ponieważ nie tego ci brakuje. Ktoś inny mówi: „wybierzmy się gdzieś.” Ależ jedź, nie ma w tym nic złego, uważaj tylko, nie zabij się po drodze. Lecz pamiętaj nie to jest problemem. Ktoś z kolei proponuje: „Powołajmy radę, by się tym zajęła.” Brak rady nie jest tym, co ci dolega. Nie rozumiesz natury prawdziwej wiary chrześcijańskiej, a prawdziwa wiara chrześcijańska jest sprawą wewnętrzną, a tego, co nam dolega nie można wyleczyć za pomocą zewnętrznych środków.

            Przypuśćmy, że jesteśmy w stanie przyznać, że trwamy w rutynie. A ty pytasz: „co robi Kościół?” Nie wiem, tutaj przecież chodzi o jednostkę. Zrozum, Kościół składa się z tego człowieka, który mieszka na tej małej uliczce, z tej dwójki, która mieszka w Scaboro, pięciu innych, którzy mieszkają w Rexdale, z siedmiu, którzy mieszkają w Willowdale i jeszcze czternastu, którzy mieszkają na wschód od miasta. To jest właśnie Kościół. Kościół robi to, co poszczególni jego członkowie. Jak dobrze, bądź jak źle ma się Kościół zależy od tego jak dobrze, lub jak źle mają się jego członkowie. Innymi słowy zależy to od tego jak ty się masz.
            Musimy przyjść do Pana i powiedzieć: „ Panie, czego mi wciąż brakuje? Mam przecież coś, ale czegoś mi ciągle brakuje? Czego powinienem się pozbyć? Jak się mam porównać z tym jakim powinienem być? Skąd mam wiedzieć jaki powinienem być?”
             
        W Ewangelii Mateusza 5,3-10 czytamy:

Błogosławieni ubodzy w duchu,
albowiem ich jest Królestwo Niebios.
Błogosławieni, którzy się smucą,
albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi,
albowiem oni posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości,
albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni,
albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca,
albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni pokój czyniący,
albowiem oni synami Bożymi nazwani będą.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie z powodu sprawiedliwości,
albowiem ich jest Królestwo Niebios.

            Tacy właśnie powinniśmy być. Ten fragment wyraźnie pokazuje jaki powinien być    prawdziwy chrześcijanin. Przejdźmy do listu apostolskiego, a zobaczymy, co ma do powiedzenia Boży mąż. W Liście do Efezjan 4, 26 – 5, 2 czytamy:
             
      Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym. Nie dawajcie diabłu przystępu. Kto kradnie, niech kraść przestanie, a niech raczej żmudną pracą własnych rąk zdobywa dobra, aby miał z czego udzielać potrzebującemu. Niech żadne nieprzyzwoite słowo nie wychodzi z ust waszych, ale tylko dobre, które może budować, gdy zajdzie potrzeba, aby przyniosło błogosławieństwo tym, którzy go słuchają. A nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego, którym jesteście zapieczętowani na dzień odkupienia. Wszelka gorycz i zapalczywość, i gniew, i krzyk, i złorzeczenie niech będą usunięte spośród was, wraz z wszelką złością. Bądźcie jedni dla drugich uprzejmi, serdeczni, odpuszczając sobie wzajemnie, jak i wam Bóg odpuścił w Chrystusie. Bądźcie więc naśladowcami Boga jako dzieci umiłowane. I chodźcie w miłości, jak i Chrystus umiłował was i siebie samego wydał za nas jako dar i ofiarę Bogu ku miłej wonności.



            Tacy właśnie powinniśmy być. W taki sposób powinniśmy żyć. Kiedy pytamy: „Panie, czego mi brakuje?” , wtedy Duch Święty odpowiada: „Tego ci brakuje” .

            Pamiętajcie o tym, że porównuje się nas do tego, do czego jesteśmy w stanie być podobni, a nie tylko do tego, do czego powinniśmy być podobni. Bóg jest Jestem, który Jestem i Jezus jest zmartwychwstałym, wszechmocnym Synem, a my jesteśmy w stanie być takimi, jakimi winniśmy być. Jesteśmy w stanie być takimi, jakimi Bóg stwierdził, że mamy być. 

            We wspaniałej księdze, jaką jest List do Rzymian, może nawet jest to to najmocniejsza i najgłębsza księga w całej Biblii, rozdział 7 pokazuje nam człowieka, który zmaga się i pragnie być takim, jakim czuje, że nie będzie w stanie być. W końcu poddaje się i mówi: „Nędzny ja człowiek. Któż mnie wybawi z tego ciała śmierci?” (werset 24) Niezwłocznie jednak Paweł dodaje: „Bogu niech będą dzięki.....bo zakon Ducha, który daje życie w Chrystusie Jezusie, uwolnił cie od zakonu grzechu i śmierci” (Rz 7,25; 8,2)

            W Liście do Galacjan 5,22-23 czytamy: „Owocem zaś Ducha są miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko takim nie ma zakonu.” Takimi właśnie powinniśmy być i takimi jesteśmy w stanie być.  A teraz porównajmy ten fragment z tym, jakimi jesteśmy w rzeczywistości. Jeśli porównamy to jakimi powinniśmy być i jesteśmy w stanie być z tym, jakimi faktycznie jesteśmy i jeśli nie widzimy tego, że tkwimy w rutynie i fakt ten nas nie martwi oznacza to, że jedna z tych trzech rzeczy może być  problemem:

Możemy nie być nawróceni
             
             Po pierwsze możemy wcale nie być nawróceni. Jestem przekonany, że wielu spośród ewangelicznych chrześcijan nie jest prawdziwie i właściwie nawróconych. Jest w zupełności możliwe pośród ewangelicznych chrześcijan, by stać się  członkiem, by wniknąć na zasadzie osmozy, by wsączyć się poprzez komórki Kościoła nigdy nie poznawszy czym jest narodzenie z Ducha i oczyszczenie we krwi. Przeważająca część tego, co uchodzi za głębię duchową nie jest niczym więcej jak tylko podstawową formą chrześcijaństwa. Nie ma w tym niczego wybitnie głębokiego, tacy powinniśmy byli być od początku. Powinniśmy byli być szczęśliwi, radośni, zwycięscy w Chrystusie, chodzący w Duchu, a nie podążający za pożądliwościami ciała. Zamiast tego, ścigaliśmy się z innymi dookoła wiecznej góry.

            To, czego nam potrzeba to coś, co starzy metodyści nazywali zdrowym nawróceniem. Istnieje bowiem różnica między nawróceniem a zdrowym nawróceniem. Ludzie, którzy nigdy zdrowo się nie nawrócili nie posiadają Duch, który by ich oświecał. Kiedy tacy ludzie czytają Kazanie na Górze lub fragmenty nauczające listów apostolskich, które mówią im jak mają żyć lub też fragmenty odnoszące się do doktryny, które z kolei mówią im jak mogliby żyć, przechodzą nad nimi zupełnie niezmienieni. Duch, który napisał te słowa nie świadczy w ich sercach ponieważ oni nigdy nie narodzili się z Ducha. To się często zdarza.

            Ludzie oczyszczają się, wyrzucają papierosy, zaczynają płacić rachunki i żyć porządnie a potem mówią: „chcę przyłączyć się do Kościoła”. Więc zadajemy im pytania: „czy wierzysz w Chrystusa, syna Bożego?” Oni odpowiadają: „Tak” . „ Czy wierzysz w to, że On powstał z martwych?”: „Tak”. „Czy  wierzysz, że On powróci ?”: „Tak, wierzę”. Diabeł też wierzy i drży.

            Do Kościoła dołączają ludzie, którzy zupełnie nie są nawróceni. Nasze serca są tak wrażliwe, sentymentalne i chętne, że jesteśmy w stanie przyjąć ich na jakiejkolwiek podstawie jeśli tylko usłyszymy od nich to, co chcemy. Może jednak niektórzy z tych ludzi w ogóle się nie nawrócili. 

            Po drugie ludzie mogą nie być zaniepokojeni rutyną z powodu grzechu, który popełnili. A może odrodzili się, lecz tak często grzeszyli przeciwko światłości, że sama światłość stała się ciemnością. To także często się zdarza. 

            Nie chcę powiedzieć, że tacy ludzie są straceni, ale chcę powiedzieć, że są w tragicznym stanie. Tylko Boża moc i łaska działająca w nich  może pomóc. Uważam, że jest całe mnóstwo ludzi w takim właśnie stanie. Zostali odrodzeni, ale ich biuro nieruchomości lub własny sklep pochłonął ich całkowicie. Wielu mówi: „O tak, pastorze, chętnie bym przyszedł do Kościoła, ale niestety mój sklep musi być otwarty siedem dni w tygodniu”. Oni nie mogą służy Bogu, bo nie mają na to czasu. Będą mieli czas, by umrzeć, ale nie mają czasu służyć Panu. 

            Po trzecie, niektórzy ludzie są tak przekonani o własnej sprawiedliwości, że Duch Święty nie jest w stanie wykonać w nich żadnej pracy. Oni nie mogą być uzdrowieni ze swojej ślepoty, ponieważ myślą, że widzą. Faryzeusze nigdy nie zostali przekonani. Ukrzyżowali Chrystusa, nienawidzili Syna Bożego, ale nigdy nie zostali przekonani. Tak uporządkowali swoje życie religijne, by było zaimpregnowane na strzały Ducha Świętego. Zdesperowana cudzołożna kobieta upadła do stóp Jezusa, poborca podatków, który był świadomy swoich oszustw przybiegł, padł do stóp Jezusa i oczekiwał pomocy, biedni przychodzili zewsząd i pytali: „co mamy czynić?”. Faryzeusze też mogli przyjść, ale nigdy nie przyszli. Nigdy nie zostali przekonani i przypuszczam, że w piekle nadal walczą twierdząc, że mają rację. 

            Jeśli ludzie osądziwszy siebie, jakimi mogliby i powinni być z tym jakimi faktycznie są,  następnie byli w stanie wrócić do domu, dobrze się wyspać i zlekceważyć to zupełnie, to może oni wcale nie są nawróceni. Może grzeszyli przeciwko światłości i do jakiegoś czasu są pod straszną chmurą Bożego sądu. Może są tak przekonani o własnej sprawiedliwości, że nic innego ich nie jest w stanie ich przekonać.

Jest wciąż nadzieja
              
             Jeśli jednak są zaniepokojeni, przeszyci ostrzem miecza Ducha i głęboko niezadowoleni z religijnej rutyny, w której tkwią, wciąż jest dla nich nadzieja. Pamiętaj samozadowolenie jest śmiertelnym wrogiem. Samozadowolenie jest takim samym wrogiem jak każda inna choroba ciała lub jakikolwiek inny przejaw cielesności. Być zadowolonym oznacza brak chęci, by gdziekolwiek się  udać.

            Był kiedyś pewien znany Anglik, który udał się ze swoim przyjacielem na koncert do filharmonii. Kiedy słuchali koncertu, Anglik bardzo uważnie przyglądał się mężczyźnie grającemu drugie skrzypce w orkiestrze. Grał on wyśmienicie, ale był tylko drugimi skrzypcami. Anglik rzekł do swego przyjaciela: „Widzisz tego człowieka grającego drugie skrzypce ? Gdybym to ja grał drugie skrzypce w orkiestrze, wiesz co bym zrobił ? Nie spocząłbym do momentu aż grałbym pierwsze skrzypce. A następnie nie spocząłbym do momentu aż zostałbym dyrygentem. Kiedy zostałbym dyrygentem, nie spocząłbym aż do chwili , kiedy sam bym komponował. A kiedy komponowałbym już muzykę na orkiestrę, nie spocząłbym do chwili, kiedy zostałbym największym kompozytorem w całej Anglii.

Dzieci tego świata są mądrzejsze
              
             Dzieci tego świata są czasem mądrzejsze niż dzieci światłości. Nam nie zaproponowano bycia dyrygentami wielkiej orkiestry, lecz samą chwałę i prawdę niezgłębioną. Zaoferowano nam Boże oblicze i chwałę Chrystusa. Zaoferowano nam świętość, sprawiedliwość i obecność Ducha Świętego w nas. Nasze modlitwy są wysłuchiwane, a piekło boi się nas, ponieważ trwamy w Bogu, który zaprasza nas do czerpania ze Swej wszechmocy. Zaoferowano nam to wszystko, a my jednak siedzimy i gramy te drugie skrzypce. 

            Kiedyś i Izrael był w takim stanie, a wtedy stary prorok z błyskiem w oku przyszedł do nich i powiedział:

Biada beztroskim na Syjonie i zadufanym na górze Samarii,
wybitnym obywatelom pierwszego z ludów,
którzy czują się jak bogowie w domu Izraela!
Idźcie do Kalne i zobaczcie, a stamtąd przejdźcie do Chammat-Rabba
i zstąpcie do Gat filistyńskiego.
Czy jesteście lepsi niż te królestwa ?
Czy wasz obszar jest większy niż ich obszar ?
Oddalacie od siebie myśl o dniu nieszczęścia, a przybliżacie zgubę i gwałt.
Wylegują się na łóżkach z kości słoniowej
i rozciągają się na swoich dywanach,
zjadają jagnięta z trzody i cielęta z obory.
Pobrzękują na strunach lutni,
jak Dawid wymyślają sobie instrumenty muzyczne,
Piją wino z czasz ofiarnych i namaszczają się najlepszymi olejkami,
lecz nie boleją nad zgubą Józefa*.
Przeto teraz pójdą na wygnanie na czele wygnańców
i ustanie ucztowanie hulaków.

Amos 6,1-7
           
            Izraelici tkwili w koleinie i nie chcieli, by ktokolwiek zakłócał ich spokój. Podobało im się jedzenie, muzyka i łoża z kości słoniowej, sami też namaszczali się olejkami. Mieli wszystko to, co my nazywamy dostatnim życiem. Niestety nie boleli nad chorobą Izraela. Nie zależało im.
           
            Obyśmy nie spoczywali na łożach z kości słoniowej. Przez wzgląd na łaskę Bożą zacznijmy ubolewać choć trochę nad chorobą Józefa* i bądźmy zaniepokojeni w Duchu Świętym stanem w jakim znajduje się Kościół. 

 tłumaczenie: Kasia Zieleźnik

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz