czwartek, 31 maja 2012

Cichość i pokrzepienie

Komuś nie znającemu rasy ludzkiej można by przedstawić jej opis za pomocą błogosławieństw z Kazania na Górze, biorąc ich odwrotność i mówiąc: "Taka jest rasa ludzka". Cechy ludzkiego życia i prowadzenia się są całkowitym przeciwieństwem przedstawionych tam zalet, o których mówił nasz Pan w pierwszych słowach Kazania na Górze. Zamiast ubogich w duchu - mamy najwyższy rodzaj pychy. Zamiast smutnych - mamy szukających przyjemności. Zamiast cichości - spotykamy arogancję. Zamiast łaknących sprawiedliwości - słyszymy, jak ludzie mówią: "Jestem bogaty, mam wiele bogactw i niczego nie potrzebuję" /Obj.3.17/ Zamiast miłosiernych - mamy okrutnych. Zamiast czystości serca, zepsutą wyobraźnię. Zamiast pokój czyniących - znajdujemy kłótliwych. Zamiast radości z prześladowań, widzimy jak ludzie oddają ciosy, każdą bronią, jaka jest im dostępna.

Z ludzi o takiej moralności składa się cywilizowane społeczeństwo. Atmosfera jest nią wypełniona. Wdychamy to, wypijamy z mlekiem matki. Kultura i wykształcenie przynosi tylko trochę ogłady, ale w zasadzie pozostawia bez zmiany. Cały świat literatury został napisany, by usprawiedliwić ten rodzaj życia jako jedynie normalny. Zdumiewa to tym bardziej, jeśli zrozumie się, że jest to zło, które sprawia, że życie staje się dla nas ciężką walką. Nasze grzechy są przyczyną ataków serca i bardzo wielu innych chorób fizycznych. Duma, arogancja, zaciętość, złe podejrzenia, podłość, chciwość - są źródłem większego bólu niż wszystkie choroby, które kiedykolwiek dotknęły śmiertelne ciało.

W takim świecie dźwięk słów Jezusa przychodzi jako coś cudownego i dziwnego, jak nawiedzenie z nieba. Dobrze, że to On przemówił, bo nikt nie mógł zrobić tego lepiej i dobrze jest, gdy Go słuchamy. Jego słowa są istotą prawdy. On nie proponuje jakiejś opinii. Nigdy nie zgadywał. Wiedział i wie. Jego słowa nie są takie, jak słowa Salomona, które były sumą rozsądku, mądrości i trafnej obserwacji. Jezus przemawiał z pełni swego bóstwa, a Jego słowa były samą Prawdą. On jest tym jedynym, który mógł powiedzieć "błogosławiony" z pełnym autorytetem, ponieważ on jest tym Jedynym Błogosławionym, który przyszedł z górnego świata, by ludzkości dać błogosławieństwo. Jego słowo było poparte czynami o wiele większymi niż te, których jakikolwiek człowiek na ziemi dokonał. Mądrze postępujemy, gdy Go słuchamy.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 30 maja 2012

Pragnę uniżyć się, abyś Ty mógł być wyniesiony

W naszym pragnieniu podążania za Bogiem pamiętajmy zawsze, że Bóg też ma pragnienie, a jest ono skierowane do ludzi, w szczególności do tych synów ludzkich, którzy podejmą raz na zawsze decyzję, by Go wywyższać ponad wszystko. Tacy są Mu drodzy ponad wszelkie skarby ziemi lub morza. W nich znajduje Bóg scenę, gdzie może okazać Swą ogromną Miłość do nas w Chrystusie Jezusie. Z nimi może Bóg chodzić bez ukrywania się, w stosunku do nich może działać jako Bóg, taki, jaki jest.

Mówiąc w ten sposób obawiam się, że mogę przekonać czyjś umysł, zanim Bóg zwycięży jego serce. Stan, w którym Bóg zajmuje najwyższe miejsce, nie jest łatwy do osiągnięcia. Podczas, gdy wyobraźnia stara się czcić Boga, wola wlecze się z tyłu, a człowiek nie jest w stanie odkryć, jak bardzo jego serce jest podzielone. Cały człowiek musi podjąć decyzję, zanim serce będzie mogło doznać jakiegokolwiek prawdziwego zadowolenia. Bóg chce nas całych i nie spocznie, dopóki tego nie osiągnie. Żadna część Mu nie wystarczy.

Módlmy się o to gorliwie, składając siebie do stóp Boga i traktując serio to, co mówimy. Nikt, kto o to prosi szczerze, nie będzie długo czekać na okazanie Bożego przyjęcia. Bóg objawi swą chwałę przed oczami swego sługi i odda mu wszystkie skarby, ponieważ wie, że Jego chwała jest bezpieczna w tych całkowicie oddanych Mu rękach.

"O, Boże, bądź wywyższony ponad wszystko, co mam. Żaden ziemski skarb nie jest mi zbyt drogi, jeśli tylko Ty będziesz uwielbiony w mym życiu. Bądź wywyższony ponad moich przyjaciół. Zdecydowałem, że będziesz ponad nich wszystkich, nawet wówczas, gdybym miał zostać opuszczony i samotny na ziemi. Bądź wywyższony ponad me wygody, a choćby to oznaczało utratę wszelkich wygód dla ciała i niesienie ciężkiego krzyża, dotrzymam złożonego Ci dzisiaj przyrzeczenia. Bądź wywyższony ponad moją reputację. Spraw, abym pragnął podobać się tylko Tobie, nawet gdybym w rezultacie zatonął w mroku zapomnienia i moje imię zniknęło jak sen. Powstań, o Panie, i zajmij należne Tobie miejsce chwały, ponad moimi ambicjami, ponad tym, co lubię i czego nie lubię, ponad mą rodziną, moim zdrowiem, a nawet moim życiem. Pragnę umniejszać się, byś Ty wzrastał, pragnę uniżyć się, abyś Ty mógł być wyniesiony. Wjedź do mojego życia, tak jak wjechałeś do Jerozolimy na małym pokornym zwierzęciu, ośle, i spraw, bym usłyszał, jak dzieci wołają do Ciebie: Hosanna na wysokościach!"

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

wtorek, 29 maja 2012

Pragnienie uznania od ludzi sprawia, że wiara jest niemożliwa

Czasami najlepszym sposobem, by jakąś rzecz zobaczyć, jest spojrzenie na jej przeciwieństwo. Heli i jego synowie będą kapłanami pod warunkiem, że będą czcić Boga w swym życiu i służbie. Nie czynią tego jednak i Bóg posyła Samuela, aby oznajmić im konsekwencje takiego postępowania. Nieznane Heliemu prawo wzajemnego oddawania sobie czci działało cały czas w ukryciu, a teraz nadszedł moment, by przyszedł sąd. Chofni i Pinchas, zepsuci kapłani, giną w bitwie, żona Chofniego umiera przy porodzie, Izrael ucieka przed swoimi wrogami, Filistyńczycy zdobywają Arkę Bożą, a stary Heli spada z krzesła, łamie kark i umiera. Tak więc cała tragedia upadku Heliego, jest wynikiem nie oddawania Bogu czci. /1Sam.3.4/

Możemy teraz przeciwstawić temu prawie każdą postać biblijną, która szczerze próbowała uwielbić Boga w swej ziemskiej wędrówce. Popatrzmy jak Bóg przymrużał oczy na słabości i nie dostrzegał upadku, gdy wylewał Swą łaskę i ogromne błogosławieństwo na Swe sługi. Tak było z Abrahamem, Jakubem, Dawidem, Danielem, Eliaszem i wieloma innymi. Cześć szła za czcią, tak, jak zbiory idą po zasiewach. Boży ludzie w swych sercach wywyższali Boga ponad wszystko. Bóg akceptował ich zamiar i działał stosownie do niego. Nie osiągnięta doskonałość, ale święty zamiar czynił taką różnicę.

W naszym Panu Jezusie Chrystusie można zobaczyć to prawo w doskonałej prostocie. W Swym uniżonym człowieczeństwie ugiął się i z radością oddał całą chwałę Swemu Ojcu w niebie. Nie chodziło Mu o własną cześć, ale o cześć Boga, który Go posłał. "Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym", powiedział raz nasz Pan. "Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: Jest naszym Bogiem." /Jn.5.31,37/ Faryzeusze pełni pychy odeszli tak daleko od tego prawa, że nie mogli zrozumieć Tego, który czcił Boga własnym kosztem, "Czczę Ojca mego, powiedział im Jezus, a wy Mnie znieważacie". /Jn.8.49/

Inną wypowiedź, bardziej kłopotliwą, Jezus sformułował w postaci pytania: "Jak możecie uwierzyć, skoro od siebie wzajemnie odbieracie chwałę, a nie szukacie chwały, która pochodzi od samego Boga?" /Jn.5.44/ .Jeżeli prawidłowo rozumiem, to Chrystus mówił tu o alarmującej prawdzie, że pragnienie uznania od ludzi sprawia, że wiara jest niemożliwa. Czy to możliwe, żeby te "intelektualne trudności", które ludzie obwiniają za swą niemożność wierzenia, były tylko zasłonami dymnymi, zakrywającymi prawdziwą przyczynę leżącą za nimi? Czy właśnie to zachłanne pragnienie czci od człowieka uczyniło ludzi faryzeuszami, a faryzeuszy pchnęło do ukrzyżowania Jezusa? Czy właśnie to jest tą ukrytą podstawą religijnego samousprawiedliwienia i pustych praktyk religijnych? Wierzę, że tak może być. Cały kurs życia zmienił się dlatego, że Bóg nie został postawiony na należnym Mu miejscu. Zamiast Boga wywyższamy siebie, a rezultatem tego jest przekleństwo.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

poniedziałek, 28 maja 2012

Jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec

Każdy, kto czuje niechęć do poddania swojej woli, powinien zapamiętać słowa Jezusa: "Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu" /Jn.8.34/ Z konieczności musimy być sługami albo Boga, albo grzechu. Grzesznik dumny jest ze swej niezależności, całkowicie nie zauważając faktu, że jest słabym niewolnikiem grzechu, który rządzi w jego członkach. Człowiek, który poddaje się Chrystusowi, zmienia okrutnego dozorcę niewolników na miłego i delikatnego Mistrza, którego jarzmo jest słodkie, a brzemię lekkie./Mat.11.28-30/

Stworzeni na podobieństwo Boga prawie nie zdziwimy się, gdy Bóg stanie się naszym wszystkim. Bóg był naszym pierwotnym środowiskiem i nasze serca nie mogą się czuć inaczej, niż jak w domu, gdy znowu wejdą do tego dawnego i cudownego miejsca.

Mam nadzieję, że w Bożym domaganiu się najwyższego miejsca dla Siebie tkwi jasna logika. To miejsce należy do Niego według wszelkiego prawa na ziemi i niebie. Gdy my zajmujemy Jego miejsce dla siebie, cały bieg naszego życia rozpada się. Nic nie może przywrócić i nie przywróci porządku, dopóki nasze serca nie podejmą tej wielkiej decyzji: Bóg ma być wywyższony ponad wszystko.

"Tych bowiem, którzy Mnie szanują i Ja szanuję" /1Sam.2.30/, powiedział kiedyś Bóg do kapłana Izraela, i to pradawne prawo Królestwa nie zmieniło się do dzisiaj, choć minęło dużo czasu i nastąpiło wiele zmian. Cała Biblia i każda karta historii potwierdza ciągłe trwanie tego prawa. "Jeśli kto Mi służy, uczci go mój Ojciec" /Jn.12.26/ - powiedział nasz Pan Jezus łącząc stare z nowym i objawiając zasadniczą jednolitość Swego postępowania wobec ludzi.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

piątek, 25 maja 2012

Bądź wywyższony

Bezpośrednim skutkiem zmiany naszego stosunku do Boga będzie zerwanie ze światem, ponieważ świat upadłego człowieka nie czci Boga. Wprawdzie wiele milionów ludzi nazywa się Jego imieniem i oddaje Mu jakąś odrobinę szacunku, ale nawet prosta próba pokazuje, jak naprawdę mało jest przez nich czczony. Gdy przeciętny człowiek zostanie poddany próbie odpowiedzi na pytania: Kto jest dla niego najważniejszy? Co jest dla niego najwyższą wartością? - wówczas ujawnia się, jaką naprawdę zajmuje pozycję. Jeśli tylko będzie zmuszony wybierać między Bogiem a pieniędzmi, między Bogiem a ludźmi, Bogiem a ambicjami osobistymi, Bogiem a ludzką miłością, wówczas Bóg wszędzie znajdzie się na drugim miejscu. Wszystkie te rzeczy będą wywyższone; najważniejsze. I choć może temu zaprzeczać, dowodem prawdy jest wybór, jakiego dokonuje codziennie przez całe swoje życie.

"Bądź wywyższony" - to wyraz zwycięskiego duchowego przeżycia. Jest to mały klucz otwierający drzwi prowadzące do wielkich skarbów łaski. To właśnie zajmuje centralne miejsce w życiu Bożym w człowieku. Gdy tylko szukający człowiek dojdzie do stanu, w którym wargi i życie zgodnie złączą się w nieustannym wyznawaniu: "Bądź wywyższony", wówczas od razu tysiące mniejszych problemów znajdzie swe rozwiązanie. Jego chrześcijańskie życie przestanie być czymś skomplikowanym, jak to było przedtem; stanie się proste. Decyzją swej woli taki człowiek ustawił kierunek swej drogi i na tym kierunku pozostanie jakby prowadzony przez automatycznego pilota. Jeśli jakiś przeciwny wiatr zepchnie go z trasy, z pewnością powróci na nią, jakby prowadzony tajemniczą skłonnością duszy. Ukryte siły Ducha Świętego działają na jego korzyść, a "gwiazdy z nieba" wspomagają go w walce./Sędz.5.20/ Rozwiązał centralny problem swego życia i wszystko inne musi się temu poddać.

Niech nikt nie myśli, że utraci cokolwiek z ludzkiej godności w tym dobrowolnym oddaniu swego wszystkiego Bogu. Nie poniży przez to siebie jako człowieka, raczej odnajdzie swe właściwe, pełne wielkiej godności miejsce istoty stworzonej na podobieństwo Stwórcy. Jego głęboki wstyd jest wynikiem jego moralnego zamieszania, jego nienaturalnej uzurpacji do miejsca przeznaczonego dla Boga. Udowodni swą godność, gdy odda Bogu skradziony tron. Wywyższając Boga ponad wszystko, odnajdzie swoją najwyższą godność.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

czwartek, 24 maja 2012

Ciągle próbujemy Go zmienić

Większość naszych problemów jako szukających chrześcijan wywodzi się z niechęci do przyjęcia Boga takim, jakim On jest, i dostosowania naszego życia do Niego. Ciągle próbujemy Go zmienić i sprowadzić do naszych własnych wyobrażeń. Ciało skręca się, gdy słyszy nieubłagany wyrok Bożego sądu i żebrze jak Agag o odrobinę litości, o trochę ulgi dla swych cielesnych dróg./1Sam.15.32-33/ Ale bez skutku. Tylko wtedy możemy zrobić dobry początek, gdy przyjmiemy i umiłujemy Boga takim, jakim jest. W miarę, jak będziemy poznawać Go coraz lepiej, odkryjemy źródło niewysłowionej radości w fakcie, że Bóg jest tym, kim jest. Najbardziej wzniosłe chwile przeżyjemy podczas pełnego szacunku podziwiania Boga. W tych świętych momentach sama myśl, by Go zmienić, będzie zbyt bolesna i nie do zniesienia.

Zacznijmy więc od Boga. Bóg jest poza wszystkim, ponad wszystkim i przed wszystkim, pierwszy w kolejności, ponad wszystkim w zajmowanej pozycji i randze, wywyższony w dostojeństwie i czci. Jako istniejący Sam z Siebie dał życie wszystkim rzeczom, i wszystko istnieje z Niego i dla Niego. "Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone". /Apokal.4,11/

Każda dusza należy do Boga i istnieje tylko dzięki Jego upodobaniu. Jeśli Bóg jest tym, kim jest i jeśli my jesteśmy tymi, kim jesteśmy, wówczas jedyną możliwą do pomyślenia relacją pomiędzy nami a Nim jest całkowite panowanie z Jego strony oraz całkowita uległość z naszej. Jesteśmy Mu winni całą cześć, jaką możemy oddać. Wieczny smutek będzie naszym udziałem, jeśli oddamy Mu mniej.

Szukanie Boga będzie zawierać w sobie dzieło całkowitej zmiany naszej osobowości na osobowość identyczną z Nim. Lecz nie dokonuje się to tylko teoretycznie, w sensie formalno-prawnym, ale w rzeczywistości. W tym momencie nie odnoszę tego do aktu usprawiedliwienia przez wiarę w Chrystusa. Mówię o dobrowolnym wywyższeniu Boga do należnej Mu pozycji ponad nami i pragnieniu poddania całego naszego życia, by Go chwaliło, co jest możliwe tylko wtedy, gdy istnieje właściwy stosunek między Stwórcą a stworzeniem.

Moment, w którym zdecydujemy się iść dalej z postanowieniem, by wywyższać Boga ponad wszystko, będzie dla nas momentem opuszczenia ziemskiego raju. Wówczas odkryjemy, że nie pasujemy do dróg tego świata i to odczucie będzie wzrastać w miarę postępowania świętą drogą. Przyswoimy sobie nowy punkt widzenia. Ukształtuje się w nas nowa, inna psychologia. Zacznie nas zadziwiać nowa moc napełniająca nas i wylewająca się na zewnątrz.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 23 maja 2012

Odnowienie relacji między Stwórcą a stworzeniem

"Bądź wywyższony, Boże, ponad niebo, a Twoja chwała ponad całą ziemię!" (Psalm 57. 6)

Truizmem jest powiedzenie, że porządek w świecie zależy od właściwych wzajemnych stosunków. Aby osiągnąć harmonię, każda rzecz musi znaleźć się we właściwej pozycji względem innych rzeczy. W życiu ludzkim jest tak samo.

W poprzednich rozdziałach wspomniałem, że przyczyną wszystkich ludzkich nieszczęść jest całkowite zburzenie porządku i zakłócenie stosunku do Boga i innych ludzi. Bo niezależnie od tego czyni ponadto był upadek, z całą pewnością był on ogromną zmianą relacji między człowiekiem, a jego Stwórcą. Człowiek zajął inną pozycję w stosunku do Boga, niszcząc w ten sposób właściwą relację: Stwórca - stworzenie, w której to relacji spoczywa jego prawdziwe szczęście, choć on o tym nie wie. W zasadzie zbawienie jest odnowieniem właściwej zależności pomiędzy człowiekiem a jego Stwórcą, sprowadzeniem stosunku Stwórca - stworzenie do normalnego stanu.

Właściwe duchowe życie zaczyna się od całkowitej zmiany w stosunku między Bogiem i grzesznikiem. Nie jest to zmiana tylko formalno-prawna, ale świadoma i praktycznie doświadczana, mająca wpływ na całą naturę człowieka. Oczyszczenie we Krwi Jezusa umożliwia taką zmianę od strony prawnej, a praca Ducha Świętego sprawia, że ta zmiana przynosi praktyczne zadowolenie od strony emocjonalnej. Tę drugą stronę doskonale ilustruje przypowieść o synu marnotrawnym. Ściągnął on na siebie cały świat nieszczęść, wyrzekając się przysługującej mu pozycji syna wobec swego ojca. Jego powrót był jedynie przywróceniem właściwego stosunku między ojcem a synem, stosunku, który istniał od chwili narodzin syna, a tylko czasowo uległ zmianie, gdy syn zbuntował się i zgrzeszył. Przypowieść ta pomija prawne aspekty odkupienia, ale we wspaniały sposób wyjaśnia praktyczne aspekty doświadczenia zbawienia.

By określić stosunki, musimy od czegoś zacząć. Musi się gdzieś znajdować nieruchomy punkt centralny, od którego się mierzy wszystko, w którym prawo względności nie działa, i o którym możemy powiedzieć "JEST" bez żadnych "ale". Takim centralnym punktem jest Bóg. Gdy Bóg chciał objawić ludzkości Swoje Imię, nie mógł znaleźć lepszego słowa niż: "Ja Jestem"./Wyj.3.14/ Gdy Bóg mówi, używa pierwszej osoby: "Ja Jestem", a gdy my mówimy o Nim, używamy słów: "On jest", gdy mówimy do Niego, zwracamy się: "Ty jesteś". Wszyscy i wszystko jest mierzone względem tego stałego punktu: "Ja Jestem, który Jestem", mówi Bóg, "Ja się nigdy nie zmieniam"/Mal.3.6/.

Tak, jak żeglarz określa swe położenie na morzu według słońca, tak i my możemy określić naszą moralną pozycję patrząc na Boga. Musimy zacząć od Boga. Wtedy i tylko wtedy jesteśmy w porządku, gdy w stosunku do Boga zajmujemy prawidłową pozycję, natomiast nigdy nie będziemy w porządku, dopóki będziemy zajmować jakąkolwiek inną pozycję.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

wtorek, 22 maja 2012

Wewnętrzny "nawyk" oglądania Boga

Nie chcę pozostawiać wrażenia, że zwykłe środki łaski nie mają wartości, z całą pewnością mają. Indywidualne modlitwy powinien praktykować każdy chrześcijanin. Dłuższe chwile rozważania Biblii oczyszczają nasz wzrok i nadają mu kierunek. Uczęszczanie do kościoła powiększy naszą perspektywę i wzmocni miłość do bliźnich. Usługiwanie, praca i uczynki - wszystko jest dobre i każdy chrześcijanin powinien w tym brać udział. Ale podstawą nadającą tym wszystkim rzeczom znaczenie będzie wewnętrzny "nawyk" oglądania Boga. Nowa para oczu (można to tak nazwać) rozwinie się w nas, umożliwiając patrzenie na Boga, choć w tym samym czasie nasze zewnętrzne oczy będą widzieć przemijające sceny z tego świata. 


Ktoś może się obawiać, że powiększamy ponad miarę indywidualną stronę religii, że Nowotestamentowe "my" zamieniamy na samolubne "ja". Czy jednak zdałeś sobie sprawę z tego, że sto fortepianów dostrojonych wzajemnie do jednego kamertonu jest automatycznie dostrojonych wzajemnie do siebie? Nastrojone są zgodnie i jednakowo nie do siebie nawzajem, ale do jednego wzoru, do którego każdy musi się nagiąć. Tak więc, gdy stu wierzących spotyka się razem i każdy spogląda na Chrystusa, wówczas w swych sercach są bliżej siebie niż mogliby to uczynić, starając się osiągnąć bliższą społeczność między sobą, pomijając dążenie do bliższej wspólnoty z Bogiem. Społeczna religijność staje się doskonalsza, gdy religijność indywidualna staje się czystsza. Ciało staje się mocniejsze, gdy jego członki są zdrowsze. Cały Kościół Boży korzysta, gdy poszczególne członki zaczynają szukać lepszego i wyższego życia. 


Wszystko to, co zostało powiedziane zakłada, że nastąpiła prawdziwa pokuta i całkowite oddanie życia Bogu. Nie trzeba o tym wspominać, bo tylko ta osoba, która to uczyniła, była w stanie doczytać do tego miejsca. 


Gdy przyzwyczajenie wewnętrznego spoglądania na Boga utwierdzi się w nas, będziemy wprowadzeni na nowy poziom duchowego życia, bardziej zgodny z obietnicami Bożymi i duchem Nowego Testamentu. Trójca Święta będzie naszym mieszkaniem nawet wtedy, gdy nasze stopy będą stąpać nizinnymi drogami zwykłych obowiązków wśród ludzi. Wtedy stwierdzimy, że naprawdę odnaleźliśmy summum bonum (najwyższe dobro) życia. "Jest źródło wszelkich rozkoszy, jakich tylko się pragnie, ani ludzie, ani aniołowie nie mogą wymyślić niczego lepszego, ani też nic lepszego nie może istnieć, w żadnej innej formie życia. ponieważ jest to absolutny szczyt wszystkich pragnień, a większego już być nie może". 


Panie, usłyszałem dobre słowo zapraszające mnie, aby spojrzeć na Ciebie i znaleźć zaspokojenie. Moje serce pragnie odpowiedzieć, ale grzech tak zasłonił mój wzrok, że widzę Cię jak przez mgłę. Proszę, oczyść mnie w Swej drogocennej Krwi tak, bym z odsłoniętymi oczami mógł patrzeć na Ciebie przez wszystkie dni mej pielgrzymki na ziemi. Wtedy będę gotowy ujrzeć Cię w pełnym blasku w dniu Twego objawienia, abyś był uwielbiony w Swych świętych i podziwiany przez wszystkich, którzy uwierzyli. Amen.
 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

poniedziałek, 21 maja 2012

Coś wewnątrz ich serc spogląda na Boga

Z tego wszystkiego można wyciągnąć kilka wniosków: Na przykład - prostota wiary. Jeśli wiara jest spoglądaniem, można to zrobić bez żadnego specjalnego wyposażenia religijnego lub specjalnych przyborów. Bóg zadbał, by to, od czego zależy życie lub śmierć; nigdy nie podlegało kaprysom przypadku. Narzędzie można złamać lub zgubić, woda może wycieknąć, książki mogą spłonąć, kaznodzieja może się spóźnić albo budynek kościelny może się spalić. W stosunku do duszy wszystkie te rzeczy są zewnętrzne i podlegają przypadkowemu lub mechanicznemu zniszczeniu. Lecz spoglądanie na Boga jest sprawą serca i z powodzeniem może to czynić każdy człowiek, niezależnie od tego czy stoi czy klęczy, czy też leży na łożu śmierci oddalony o tysiące kilometrów od jakiegokolwiek kościoła. 
 
Jeżeli wiara jest spoglądaniem, to można to czynić w każdym czasie. Żadna pora roku nie jest lepsza od innej, jeśli chodzi o tę najmilszą czynność. Bóg nigdy nie uzależniał zbawienia od nowiów księżyca, świąt czy sabatów. W dzień Wielkiej Nocy człowiek nie jest bliżej Chrystusa, niż, powiedzmy, w sobotę 3 sierpnia lub w poniedziałek 4 października. Dopóki Chrystus siedzi na tronie jako Pośrednik, dopóty każdy dzień jest dobry i każdy dzień jest dniem zbawienia. 


W tej wspaniałej sprawie zawierzenia Bogu również miejsce nie odgrywa roli. Gdy tylko wzniesiesz swe serce i pozwolisz mu oprzeć się na Jezusie, od razu znajdziesz się w sanktuarium, choć może będzie to wagon sypialny, fabryka czy kuchnia. Możesz oglądać Boga z każdego miejsca, jeśli tylko postanowisz miłować i słuchać Go. 


Ktoś może zapytać: "Czy to, o czym mówisz, nie odnosi się do pewnego rodzaju ludzi, takich jak duchowni i zakonnicy, którzy z uwagi na charakter swojego powołania więcej czasu poświęcają na spokojną medytację? Jestem zapracowany i mam mało czasu na samotność." Jestem szczęśliwy, że mogę powiedzieć, iż życie, które opisuję, jest dla każdego dziecka Bożego, niezależnie od powołania. Faktycznie zaś, jest to codzienne praktyczne doświadczenie wielu zapracowanych ludzi i jest osiągalne dla wszystkich. 


Wielu odkryło tajemnicę, o której mówię, bez większego zastanawiania się nad tym, co się w nich dzieje i nadal ciągle praktykują zwyczaj wewnętrznego spoglądania na Boga. Wiedzą, że coś wewnątrz ich serc spogląda na Boga. Nawet wtedy, gdy muszą swą świadomą uwagę skierować na światowe czynności, wewnątrz nich ciągle jest to tajemnicza wspólnota. A gdy choć na chwilę ich uwaga oderwie się od koniecznych zajęć, od razu biegnie znowu do Boga. Jest to świadectwem wielu chrześcijan, tak wielu, że gdy to mówię, wydaje mi się, jakbym kogoś cytował, choć nie mogę powiedzieć, od kogo to słyszałem lub jak wielu to powiedziało. 


A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

piątek, 18 maja 2012

Mikołaj z Kuzy

Gdy wznosimy nasze wewnętrzne oczy do Boga, mamy pewność, że spotkamy przyjazne spojrzenie, ponieważ napisane jest, że oczy Pana spoglądają na całą ziemię. /2Krn.16.9/ Naszym praktycznym przeżyciem staje się: "Ty, Boże, widzisz mnie"./Ps.139/ Gdy wypatrujące oczy duszy napotkają na oczy patrzącego Boga, wtedy niebo zaczyna się już na ziemi.
Czterysta lat temu Mikołaj z Kuzy napisał tak: "Gdy całe moje dążenie kieruję na Ciebie, to dlatego, że całe Twoje dążenie jest skierowane na mnie. Gdy kieruję całą moją uwagę tylko na Ciebie i spoglądam na Ciebie nie odwracając oczu moich myśli, to dlatego, że Ty obejmujesz mnie Swą ciągłą uwagą. Gdy kieruję swoją miłość tylko do Ciebie, to dlatego, że Ty, który sam jesteś Miłością, właśnie do mnie się zwróciłeś. I czym, Panie, byłoby moje życie, gdyby Twoja dobroć z taką miłością mnie nie objęła?" 

Chciałbym powiedzieć coś więcej o tym Bożym człowieku sprzed wieków. Dzisiaj niewielu chrześcijan o nim słyszało, a nawet wśród współczesnych fundamentalistów jest całkiem nieznany. Czuję, że moglibyśmy się dużo nauczyć choć trochę poznawszy ludzi o podobnym smaku duchowym i sposobie chrześcijańskiego myślenia, który oni reprezentują.
Literatura chrześcijańska, aby mogła być przyjęta i uznana przez duchownych naszych czasów, musi bardzo ściśle zgadzać się z ich kierunkiem myślenia i od przyjętej linii nie może się ani odrobinę odchylać. Pół wieku takiego trendu w Ameryce doprowadziło nas do samozadufania i samozadowolenia. Z niewolniczym oddaniem naśladujemy się wzajemnie i nasze największe wysiłki podejmujemy w tym kierunku, by mówić te same rzeczy, które mówią wszyscy dokoła a mimo to znajdujemy usprawiedliwienie, by to mówić przez wprowadzenie jakiejś małej bezpiecznej odmiany uznanego tematu lub co najwyżej jakiejś nowej ilustracji. 

Mikołaj z Kuzy był prawdziwym naśladowcą Chrystusa, kochającym Pana, promiennym i jasnym w swym oddaniu się Osobie Jezusa. Jego teologia była prawowierna, a jednocześnie miła i wonna jak wszystko, co pochodzi z Jezusa, tak, jak się można tego spodziewać. Jego koncepcja życia wiecznego, na przykład, jest piękna sama w sobie, i jeśli się nie mylę, jest bliższa w swym duchu słowom z Ewangelii Jana 17.3 niż to, co jest obecnie rozpowszechnione wśród nas. Mikołaj mówi, że życie wieczne "jest tylko Tym błogosławionym spojrzeniem, którym nieustannie spoglądasz na mnie, i dostrzegasz nawet ukryte sekrety mej duszy. Twoje spojrzenie daje życie, nieustannie udziela słodkiej Twej Miłości, zapala mnie Twą Miłością udzielając mi miłości, zapalając mnie - karmi; karmiąc, wzbudza moje pragnienie, wzbudzając moje pragnienie zmusza mnie do picia rosy radości, a przez picie napełnia mnie źródłem życia, a napełniając sprawia, by ono rosło i trwało". 

Jeśli więc wiara jest spoglądaniem serca na Boga, i jeśli to spoglądanie jest tylko wznoszeniem wewnętrznych oczu, by napotkać na wszystko widzące oczy Boga, wtedy jest to rzecz najłatwiejsza do zrobienia. Chciałbym być jak Bóg, by uczynić tę najważniejszą rzecz łatwą i umieścić ją w zasięgu możliwości dla najsłabszego i najbiedniejszego z nas. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

czwartek, 17 maja 2012

Grzech skierował nasz wzrok na nas samych

Również nasz Pan zawsze patrzył na Boga. "Spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom". /Mat.14.19/ Rzeczywiście, Jezus nauczał tego, że gdy dokonywał swych dzieł, zawsze miał swe wewnętrzne oczy nakierowane na Swego Ojca. Jego moc pochodziła z ciągłego spoglądania na Boga. /Jn.5.19-21/
W pełnej zgodzie z tymi paroma cytowanymi tekstami znajduje się cała zawartość natchnionego Słowa. List do Hebrajczyków, wzywając nas do podjęcia biegu życia, streszcza to w słowach: "Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala". /Hbr.12.2/ Z tego dowiadujemy się, że wiara nie jest jednorazowym aktem, lecz jest ciągłym spoglądaniem serca na Bożą Trójcę.

A więc wiara jest nakierowaniem uwagi serca na Jezusa. Jest to wznoszenie się umysłu, aby "zobaczyć Baranka Bożego" i nigdy nie ustającym patrzeniem na Niego przez resztę naszego życia. Na początku może to być trudne, ale będzie to coraz łatwiejsze, w miarę jak będziemy niewzruszenie patrzeć na Jego cudną Osobę w uciszeniu i bez napięcia. Różne rzeczy odrywające uwagę mogą nam przeszkadzać, ale gdy serce jest całkowicie Jemu oddane, wówczas po każdym krótkim oderwaniu się od Niego, nasza uwaga będzie znów powracać i koncentrować się na Nim, jak wędrujący ptak, który powraca do swego gniazda. 

Chciałbym szczególnie podkreślić to oddanie się, ten wielki dobrowolny akt, który nastawia serce, by pragnęło zawsze spoglądać na Jezusa. Bóg przyjmuje tę chęć jako nasz wybór, i ma wzgląd na tysiące przeszkód, które w tym złym świecie nie dają nam spokoju. Pan wie, że mamy serca nakierowane na Jezusa. Wiedząc o tym możemy pocieszać się, że kształtuje się w nas przyzwyczajenie duszy, które po pewnym czasie stanie się rodzajem duchownego odruchu nie wymagającego żadnego świadomego wysiłku. 

Wiara jest cnotą zwracającą najmniej uwagi na siebie. Z natury nie jest świadoma swego istnienia. Tak jak oko, które widzi wszystko, co jest przed nim, a nie widzi siebie, tak i wiara zajmuje się Przedmiotem, na który jest nakierowana i nie zwraca żadnej uwagi na siebie. Gdy spoglądamy na Boga, nie widzimy siebie samych - oto błogosławione wyzbycie się siebie. Człowiek, który wytęża swoje siły, aby być czystym i nie osiąga niczego poza kolejnymi upadkami, doświadczy prawdziwej ulgi, gdy przestanie cerować swoją duszę i zacznie spoglądać na Tego, który jest doskonały. Podczas, gdy będzie spoglądać na Chrystusa, wszystkie rzeczy, które przez tak długi czas starał się bezskutecznie rozwiązać, zaczną się w nim rozwiązywać. To Bóg będzie sprawiać w nim chcenie i wykonanie. 

Wiara sama w sobie nie jest żadną zasługą. Cała zasługa tkwi w tym Jedynym, na którego wiara jest skierowana. Wiara z powrotem kieruje nasz wzrok we właściwą stronę, odwraca nasz wzrok od nas samych, a. kieruje na Boga. Grzech skierował nasz wzrok na nas samych i doprowadził do oddawania chwały sobie samemu. Niewiara postawiła własne "ja" tam, gdzie powinien być Bóg i jest niebezpiecznie bliska grzechu Lucyfera, który powiedział: "Powyżej gwiazd Bożych postawię mój tron". /Iz.14.13/ Wiara spogląda na zewnątrz, a nie do wewnątrz i podporządkowuje temu całe życie. 

To wszystko może wydawać się zbyt proste. Lecz nie musimy się z tego tłumaczyć. Dla tych którzy chcą wspinać się po pomoc do nieba lub zejść do piekła, Bóg mówi: "...słowo to jest blisko ciebie, na twoich ustach i w sercu twoim. A jest to Słowo wiary..." /Rzym.10.8/. Słowo nakłania nas, abyśmy podnieśli swoje oczy na Pana, a wtedy zacznie się wspaniałe działanie wiary. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 16 maja 2012

Aby każdy, kto w Niego wierzy... nie zginął,

Pismo Święte praktycznie nie podejmuje żadnego wysiłku, by zdefiniować wiarę. Z wyjątkiem składającej się z kilkunastu słów definicji w Liście do Hebrajczyków 11.1, nie znam żadnej biblijnej definicji, a nawet tam wiara określona jest w sposób użytkowy, a nie filozoficzny. Znaczy to, że jest to zdanie mówiące, czym jest wiara w działaniu, a nie czym jest w swej zasadzie. Zakłada obecność wiary i ukazuje jej skutki, a nie mówi czym jest. Mądrze więc będzie poprzestać na tym i nie próbować iść dalej. Wiemy, skąd się bierze i w jaki sposób przychodzi: "Wiara jest darem Boga" i "Wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest Słowo Chrystusa"./Rzym.10.17/. Staje się to wyraźniejsze, gdy sparafrazujemy słowa Tomasza a' Kempisa: "Bardziej doświadczałem wiary niż znałem jej definicję". 


Od tego momentu, gdy w tym rozdziale pojawią się słowa "wiara jest" lub wyrażenie równoważne, proszę, aby one były rozumiane w odniesieniu do tego, czym jest wiara w praktycznym doświadczeniu wierzącego człowieka. W tej chwili pomijamy sprawę definicji i traktujemy wiarę jako coś, czego można praktycznie doświadczyć. Nasze myśli będą miały charakter praktyczny, a nie teoretyczny. 

W dramatycznym opowiadaniu z Księgi Liczb widać wiarę w praktycznym działaniu. Izrael był zniechęcony, szemrał przeciwko Bogu i Bóg posłał im jadowite węże, "które kąsały ludzi, tak że wielka liczba Izraelitów umarła". Wtedy Mojżesz szukał Pana z tego powodu, a On usłyszał i dał lekarstwo na ukąszenie węży. Rozkazał Mojżeszowi uczynić węża z miedzi i umieścić go na drzewcu, tak by go wszyscy wiedzieli. " Wtedy każdy ukąszony, jeśli tylko spojrzy na niego, zostanie przy życiu". Mojżesz usłuchał i stało się, "jeśli kogo wąż ukąsił, a ukąszony spojrzał na węża miedzianego zostawał przy życiu". /Lb.21.4-9/ 

W Nowym Testamencie ten ważny fragment historii został nam wyjaśniony przez najwyższy Autorytet, przez samego Pana Jezusa Chrystusa. Jezus wyjaśnia Swym słuchaczom, jak można. osiągnąć zbawienie. Mówi im, że staje się to przez wiarę. Aby to wyjaśnić, odwołuje się do wspomnianego wydarzenia opisanego w Księdze Liczb: "A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy... nie zginął, ale miał życie wieczne". /Jn.3.14-16/ 

Nasz zwykły człowiek czytając to mógłby dokonać ważnego odkrycia. Zauważyłby, że słowa "spojrzy" i "uwierzy" są synonimami. "Patrzenie" na Starotestamentowego węża jest identyczne z wierzeniem w Nowotestamentowego Chrystusa. To znaczy, że patrzenie i wiara jest jedną i tą samą rzeczą. Zrozumiałby, że podczas, gdy Izrael patrzył swymi zewnętrznymi oczami, wierzy się sercem. Myślę, że doszedłby do wniosku, że wiara jest spojrzeniem duszy na zbawiającego Boga. 

Gdyby to zobaczył, wspomniałby inne fragmenty, które czytał wcześniej, a ich znaczenie objawiłoby się jak powódź. "Spójrzcie na Niego, promieniejcie radością, a oblicza wasze nie zaznają wstydu" /Ps.34.6/. "Do Ciebie wznoszę me oczy, który mieszkasz w niebie. Oto jak oczy sług są zwrócone na ręce ich panów i jak oczy służącej na rękę jej pani, tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu, dopóki się nie zmiłuje nad nami" /Ps.123.1-2/ Oto człowiek szukający litości patrzy prosto na miłosiernego Boga i nie spuszcza z Niego oczu, aż dozna zmiłowania.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

wtorek, 15 maja 2012

Bez wiary nie można podobać się Bogu

"Patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją udoskonala". (Hebr.12.2a) 
 
Pomyślmy znów o naszym zwykłym, rozsądnym człowieku, wspomnianym w szóstym rozdziale, który po raz pierwszy czyta Pismo Święte. Bierze do ręki Biblię nic nie wiedząc o jej zawartości. Nie ma żadnych uprzedzeń; niczego nie chce dowieść i niczego bronić. 

Taki człowiek nie musi długo czytać, by jego umysł zaczął zauważać pewne prawdy występujące na stronicach Biblii. Są to duchowe zasady ukryte w opisie, jak Bóg postępował z człowiekiem, wplecione w pisma świętych ludzi "kierowanych Duchem Świętym"/2Ptr.1.21/. Gdy będzie czytał dalej, być może będzie chciał wyliczyć te prawdy, w miarę, jak będą stawały się dla niego zrozumiałe, a każdą prawdę krótko podsumować. Streszczenia te będą stanowić podstawy wiary biblijnej. Dalsze czytanie nie zmieni tych prawd, tylko powiększy je i umocni. W ten sposób taki człowiek będzie odkrywał to, czego Biblia rzeczywiście uczy. 

Najważniejszą z rzeczy, o których mówi Biblia, jest nauka o wierze. Ogromna ważność nadawana wierze przez Biblię będzie czymś zbyt oczywistym, by ten człowiek mógł to pominąć. Prawdopodobnie dojdzie on do wniosku, że wiara jest najważniejsza w życiu człowieka. Bez wiary nie można podobać się Bogu. Wiara pozwoli mu osiągnąć wszystko, zawiedzie go wszędzie w Królestwie Boga, natomiast bez wiary nie może być mowy o zbliżeniu się do Boga, o przebaczeniu, o uwolnieniu, o zbawieniu, o wspólnocie, ani o duchowym życiu. 

W międzyczasie nasz przyjaciel dojdzie do jedenastego rozdziału Listu do Hebrajczyków, i nie zdziwi go wymowna pochwała wiary. Przeczyta o tym, jak Paweł mocno broni wiary w Liście do Rzymian i do Galatów, a potem, gdy zacznie studiować historię Kościoła, pojmie zadziwiającą siłę nauczania Reformatorów, którzy wskazywali na centralne miejsce wiary w religii chrześcijańskiej. 

Skoro wiara jest tak życiowo ważna, jeśli jest niezbędną koniecznością w szukaniu Boga, wówczas powinno być czymś całkiem naturalnym głębokie zastanowienie się, czy posiadamy ten najcenniejszy dar, czy też nie. A nasze umysły prędzej czy później, nieuchronnie zaczną dociekać, jaki jest charakter wiary. Sprawa: "Czym jest wiara?", pojawi się wraz z pytaniem: "Czy ja mam wiarę?", i będziemy szukali odpowiedzi, gdzie można ją znaleźć. 

Prawie wszyscy kaznodzieje i autorzy na temat wiary mówią podobne rzeczy. Mianowicie, że to oznacza zaufanie obietnicy, że to jest branie Boga za słowo, że jest to uznawanie Biblii jako prawdy i trzymanie się tego. Reszta książki czy kazania jest zwykle opisem życia ludzi, których modlitwy zostały wysłuchane jako rezultat wiary. Te wysłuchane modlitwy są w większości przypadków darami o naturalnym i czasowym charakterze, takimi, jak zdrowie, pieniądze, opieka, sukces w pracy. Zdarza się też, jeśli nauczyciel ma skłonność do filozofii, że może obrać inną drogę i wprowadzić nas w galimatias metafizyki, czy też zasypać nas psychologicznym żargonem, jak to on określa sprawę lub jakie znaczenie nadaje tym lub innym określeniom, obskubując chudy włos wiary coraz cieniej i cieniej, aż w końcu zupełnie zaniknie zgolony w tej pajęczynie. Gdy skończy swój wywód, wstajemy rozczarowani i wychodzimy "przez te same drzwi, przez które weszliśmy". Z pewnością musi jednak istnieć coś lepszego. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

poniedziałek, 14 maja 2012

Słowo Boże raz wypowiedziane jest ciągle wypowiadane

Biblia nie stanie się nigdy żywą księgą dla nas, jeśli nie będziemy pewni, że Bóg przemawia we wszechświecie. Przeskoczyć z umarłego i bezosobowego świata do dogmatycznej Biblii - oznacza coś zbyt trudnego dla większości ludzi. Mogą nawet przyznawać, że powinni przyjąć Biblię jako Słowo Boga, i mogą nawet próbować o niej tak myśleć, ale wciąż nie są w stanie uwierzyć, że Słowa na stronicach Pisma Świętego są skierowane do nich. Ktoś może nawet powiedzieć: "Te słowa są skierowane do mnie", a jednak nie czuje w swym sercu i nie wie, że tak jest. Stał się ofiarą rozdwojonej psychologii. Próbuje myśleć, że Bóg wszędzie jest niemową, a mówi tylko w tej Księdze. 

Wydaje mi się, że większość naszej religijnej niewiary pochodzi z błędnej koncepcji i niewłaściwego stosunku do Pism Prawdy. Milczący Bóg nagle zaczął mówić w tej Księdze, a gdy ją skończył pisać, na zawsze wrócił do ciszy. Teraz czytamy tę Księgę jako zapis tego, co Bóg powiedział, gdy przez krótki czas miał ochotę mówić. Jak możemy wierzyć, mając takie pomysły w głowie? Fakty jednak są takie, że Bóg nie milczy, i że nigdy nie milczał. Mówienie jest Jego charakterem. Druga Osoba Trójcy Świętej jest nazwana "Słowem". Biblia jest nieuniknionym rezultatem ciągłego Bożego mówienia. Jest to nieomylna deklaracja Jego umysłu, wyrażona w znanych nam słowach. 

Myślę, że nowy świat wynurzy się nam z religijnej mgły, gdy zaczniemy traktować Biblię jako Księgę, która nie tylko raz przemówiła, ale która teraz przemawia. Prorocy zwykle mówili: "Tak mówi Pan", i mieli na myśli to, że Bóg teraz przemawia do słuchających. Możemy użyć czasu przeszłego, by zupełnie poprawnie wykazać, że w pewnym określonym czasie, pewne określone Słowo Boże raz wypowiedziane jest ciągle wypowiadane. Tak, jak dziecko raz narodzone ciągle żyje, lub jak świat raz stworzony ciągle istnieje. Są to tylko niedoskonałe ilustracje, ponieważ dzieci umierają, a światy gasną, lecz Słowo Boże trwa na wieki. 

Jeśli tylko chcesz dalej poznać Pana, natychmiast podejdź do otwartej Biblii spodziewając się, że do ciebie przemówi. Nie traktuj jej jak rzeczy, którą można przekładać z miejsca na miejsce. Jest to coś więcej niż rzecz, to jest Głos, Słowo, własne Słowo Żyjącego Boga. 

Panie, uczyń mnie słuchać. Czasy są hałaśliwe, a moje uszy są zmęczone tysiącem głośnych nieustannie atakujących dźwięków. Daj mi Ducha, jakiego miał chłopiec Samuel, gdy mówił do Ciebie: "Mów, Panie, bo sługa Twój słucha". Pozwól mi słyszeć Ciebie, gdy mówisz w moim sercu. Pozwól mi przyzwyczaić się do dźwięku Twego Głosu, aby jego tony stały się mi bliskie, gdy ucichną dźwięki ziemi, a jedynym dźwiękiem będzie muzyka Twego Mówiącego Głosu. Amen.
 
A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

piątek, 11 maja 2012

Głos Boży jest głosem przyjaznym

Głos Boży jest głosem przyjaznym. Nikt nie musi się obawiać słuchania Go, chyba że podjął decyzję, aby mu się oprzeć. Krew Jezusa objęła nie tylko rasę ludzką, ale i całe stworzenie. "I aby przez Niego znów pojednać wszystko ze sobą: przez Niego i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża". /Kol.1.20/. Zupełnie bezpiecznie możemy zwiastować przyjazne niebiosa. Niebo i ziemia wypełnione są dobrą wolą Tego, który mieszkał w krzewie. Doskonała Krew oczyszczenia zapewnia to na zawsze. 

Ktokolwiek tylko będzie słuchał, usłyszy mówiące niebiosa. Z całą pewnością obecne czasy nie należą do takich, w których ludzie chętnie przyjmują wezwanie, by słuchać, bo słuchanie obecnie nie należy do popularnej religii. Znajdujemy się wręcz na przeciwnym biegunie. Religia przyjęła okropną herezję, że hałas, rozmach, aktywność i szum czynią, że człowiek staje się miły dla Boga. Ale możemy nabrać otuchy. Do ludzi ogarniętych burzami ostatniego wielkiego konfliktu Bóg mówi: "Zatrzymajcie się, i we Mnie uznajcie Boga...!"/Ps.46.11/ I ciągle to powtarza tak jakby chciał powiedzieć, że nasza siła i nasze bezpieczeństwo nie tkwi w hałasie, lecz w uciszeniu się. 

Bardzo ważne jest, by uciszyć się w oczekiwaniu na Boga. Najlepiej, gdy jesteśmy sami, z otwartą Biblią. A wtedy, jeżeli zechcemy, możemy zbliżyć się do Boga i zacząć słyszeć jak mówi do nas w naszych sercach, Myślę, że dla przeciętnej osoby będzie to przebiegało tak. Najpierw będzie to dźwięk Bożej obecności jakby spacerującej po Ogrodzie. Potem Głos, rozróżnialny, ale ciągle jeszcze niewyraźny. A potem nastąpi ten radosny moment, gdy Duch Święty zaczyna oświecać Pisma, a to, co było tylko dźwiękiem lub w najlepszym wypadku głosem, stanie się wyraźnym słowem. Ciepłym, intymnym i jasnym jak słowo drogiego nam przyjaciela. Następnie przyjdzie życie i światłość, a wreszcie to, co najlepsze: zdolność, by widzieć, odpoczywać i mieć Chrystusa jako Zbawiciela, Pana i Wszystko. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

czwartek, 10 maja 2012

Nasze sposoby myślenia, pochodzą od naukowców

Gdy Bóg przemówił z Nieba do naszego Pana, człowiek obracający się wokół własnej osoby, wyjaśnił to jako naturalną rzecz. Powiedzieli: "zagrzmiało" /Jn.12,29/. Zwyczaj wyjaśniania Bożego Głosu przy pomocy praw natury jest podstawą współczesnej nauki. W żyjącym i oddychającym kosmosie istnieje to "Coś" tajemniczego, zbyt cudownego, zbyt strasznego, by można to zgłębić rozumem. Wierzący człowiek nie twierdzi, że rozumie. Pada na kolana i szepcze: "Bóg". Człowiek ziemski też klęka, ale nie oddaje czci. Klęka, by zbadać, poszukać, znaleźć przyczynę powstania rzeczy i odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało. Przypadło nam w udziale żyć w zeświecczonym wieku. Nasze sposoby myślenia, do których się przyzwyczailiśmy, pochodzą od naukowców, a nie od ludzi uwielbiających Boga. Chętniej wyjaśniamy, niż uwielbiamy. Wykrzykujemy "zagrzmiało" i dalej kroczymy ziemską drogą. Ale ten Głos ciągle rozbrzmiewa i szuka. Porządek i życie świata zależą od tego Głosu, ale ludzie są zbyt zajęci lub uparci, aby zwrócić nań uwagę. 

Każdy z nas miał takie przeżycie, którego nie mogliśmy wyjaśnić nagłe poczucie osamotnienia lub uczucie zdziwienia lub strach przed ogromem wszechświata. Albo też odczuliśmy chwilową światłość idącą z jakiegoś innego słońca, dającą nam w krótkim błysku pewność, że jesteśmy z innego świata, że nasze pochodzenie jest boskie. To, co wtedy zobaczyliśmy, mogło być zupełnym przeciwieństwem tego, czego uczono nas w szkole, i w wielkiej sprzeczności ze wszystkim, co wcześniej znaliśmy lub w ci wierzyliśmy. Byliśmy jednak zmuszeni odsunąć na bok wątpliwości w tym momencie, gdy chmury się rozstąpiły i sami usłyszeliśmy i zobaczyliśmy. Chcąc wyjaśnić te zjawiska, nie będziemy w porządku wobec faktów, dopóki nie zgodzimy się, że istnieje chociażby możliwość, iż takie przeżycia wynikają z obecności Boga we wszechświecie i Jego ciągłego wysiłku, by porozumieć się z ludzkością. Nie odrzucajmy zbyt lekkomyślnie takiej hipotezy. 

Mam takie przekonanie (i nie będę się czuł źle, jeśli nikt się z tym nie zgodzi), że każda dobra i piękna rzecz wyprodukowana przez człowieka jest jego błędną i hamowaną przez grzech odpowiedzią na Głos Stwórcy rozbrzmiewający nad ziemią. Byli filozofowie i moraliści, którzy śnili o cnocie, myśliciele i realiści spekulujący na temat Boga i nieśmiertelności, poeci i artyści. którzy stworzyli trwałą i czystą piękność z naszej pospolitej materii: jak możemy to wszystko wytłumaczyć? Nie wystarczy powiedzieć: "To geniusz". A kto jest geniusz? Czyż nie mogłoby być tak, że jest to człowiek nawiedzony przez mówiący Głos, mozolący się i walczący jak opętany, by osiągnąć cel, który tylko mgliście pojmuje? To, że wielki człowiek mógł w swej pracy pominąć Boga, że mógł nawet coś napisać lub powiedzieć przeciwko Bogu, nie niweczy myśli, o którą mi chodzi. Boże odkupieńcze objawienie się w Piśmie Świętym jest niezbędne do osiągnięcia wiary i pokoju z Bogiem. Wiara w zmartwychwstałego Zbawiciela jest konieczna, jeśli niewyraźnie pragnienie nieśmiertelności mają doprowadzić nas do zadowalającej i dającej odpocznienie wspólnoty z Bogiem. To przekonanie jest dla mnie wiarygodnym wyjaśnieniem istnienia wszelkiego dobra poza Chrystusem. Ale możesz nie przyjąć mojej tezy i też być dobrym chrześcijaninem. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 9 maja 2012

Wyćwiczyliśmy nasze uszy, żeby nie słyszeć

To, że Bóg jest tutaj, i że przemawia - to są podstawy, na których opierają się inne prawdy biblijne; bez nich nie mogłoby być żadnego objawienia. Bóg nie napisał książki i nie przekazał jej przez posłańca, aby była czytana bez zrozumienia przez ludzkie umysły pozbawione pomocy. Bożą księgą jest wypowiadane Słowo, które żyje w Jego wyrażonych Słowach, ciągle mówiące i wypowiadające Jego słowa, i sprawiające, że choć mijają lata, ono wciąż ma moc. Bóg tchnął na proch i powstał człowiek. On tchnie na ludzi i stają się prochem. "Synowie ludzcy, wracajcie!"/Ps.90.3/ - było wypowiedzianym przy upadku, słowem, przez które Bóg wydał wyrok śmierci na każdego człowieka i już nic więcej nie musiał dodawać. Odbywająca się na całym obliczu ziemi smutna procesja rodu ludzkiego, przechodzącego od narodzin do grobu, jest dowodem, że Jego początkowe Słowo wystarczyło. 

Przyjmujemy niski i prymitywny pogląd, jeśli wyobrażamy sobie Boga podczas dokonywania dzieła stworzenia mającego fizyczny kontakt z rzeczami, formującego i budującego rzeczy, tak jak to robi cieśla. Biblia uczy inaczej: "Przez Słowo Pana powstały niebiosa i wszystkie ich zastępy przez tchnienie ust Jego. Bo On przemówił, a wszystko powstało; On rozkazał a zaczęło istnieć."/Ps.33.6.9/ "Przez wiarę poznajemy, że Słowem Boga światy zostały stworzone"/Hbr.11.3/. I znowu musimy pamiętać, że Bóg nie odwołuje się to do swego pisanego słowa, ale do swego mówiącego Głosu. Chodzi tu o Głos, który jest o niezliczone wieki starszy od Biblii. Głos, który nie ucichł od czasów stworzenia, lecz ciągle rozlega się w najdalszych zakątkach wszechświata. 

Słowo Boga jest żywe i skuteczne. Na początku Bóg przemówił do nicości, i nicość stała się czymś. 

Nie zwracamy wystarczającej uwagi na głębię treści zdania zapisanego w Ewangelii Jana: "Była światłość prawdziwa, które oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi"/Jn.1,9/. Przestawmy szyk zdania, a prawda ciągle będzie taka sama: "Prawdziwa światłość oświeca każdego człowieka, który przychodzi na świat". Słowo Boga porusza serca wszystkich ludzi jako światłość duszy. W sercach wszystkich ludzi świeci światłość, dźwięczy Słowo, i nie na od nich ucieczki. Coś takiego musiało zaistnieć, jeśli Bóg żyje i jest obecny w tym świecie. A apostoł Jan mówi, że tak jest, Nawet ci ludzie, którzy nigdy nie słyszeli o Biblii, zostali nauczeni z wystarczającą jasnością, by usunąć wszelką wymówkę z serc na zawsze. "Wykazują oni, że treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek, a mianowicie ich myśli na przemian ich oskarżające lub uniewinniające" /Rzym.2.15/ "Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty - wiekuista Jego potęga oraz bóstwo - stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy."/Rzm.1.20/. 

Wszechobecny Głos Boga nazywany jest często przez starożytnych Żydów "Mądrością", i mówiono, że wszędzie rozlega się Jej głos i bada całą ziemię szukając odpowiedzi od synów ludzkich. Ósmy rozdział Księgi Przypowieści Salomona zaczyna się tak: "Czyż Mądrość nie nawołuje, nie wysila głosu Roztropność?" Dalej autor przedstawia mądrość jako piękną kobietę, które "na najwyższym szczycie, przy drodze, na rozstaju zasiada"/Przyp.8.2/. Jej głos rozlega się z każdego miejsca, tak żeby dotarł do każdego. "Odzywam się do was mężowie, wzywam was synowie ludzcy"/Przyp.8.4/ Potem zwraca się do prostaczków i głupich, aby słuchali jej głosu. Mądrość Boża czeka na duchową odpowiedź, której zawsze szukała, ale rzadko znajdowała. Tragedią jest, że chociaż nasz wieczny dobrobyt zależy od słuchania, wyćwiczyliśmy nasze uszy, żeby nie słyszeć. 

Ten wszechobecny Głos zawsze rozbrzmiewał i często trapił ludzi, choć nie rozumieli źródła swego strachu. Czy możliwe jest, aby ten Głos, sączący się jak żywa mgła na serca ludzi, był nie odkrytą przyczyną przygnębienia sumienia i tęsknoty za nieśmiertelnością, wyznawaną przez miliony ludzi od zamierzchłych czasów? Nie musimy się silić na odpowiedź. Mówiący Głos jest faktem. Natomiast każdy z nas musi sam dla siebie wyciągnąć naukę z tego, jak inni ludzie na ten Głos reagowali. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

wtorek, 8 maja 2012

Naturą Boga jest mówienie, przekazywanie Swych myśli innym

"Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo". (Jn.1.1)
 
Zwykły, rozsądny człowiek, nic nie wiedzący o prawdach chrześcijańskich, gdyby natknął się na ten tekst, doszedłby do wniosku, że naturą Boga jest mówienie, przekazywanie Swych myśli innym. I miałby rację, Słowo jest środkiem wyrażania myśli. Nazwanie Wiecznego Syna "Słowem" prowadzi nas do przekonania, że pragnienie wyrażania siebie jest nieodzowną cechą Trójcy Świętej, że to Bóg zawsze szuka sposobności, by przemówić, do swego stworzenia. Cała Biblia potwierdza tę myśl. Bóg mówi. Nie, że Bóg przemówił, ale że mówi teraz. W swej naturze jest Kimś, kto ciągle mówi. Wypełnia świat swym mówiącym Głosem. 

Jedną z największych prawd jest to, że w tym świecie mamy do czynienia z Głosem Bożym. Najkrótsza i jedynie zadowalająca teoria o powstaniu świata jest taka: "Przemówił i stało się". Odpowiedzią na pytanie prawa natury "dlaczego" jest Żywy Głos Boga nieodłącznie widoczny w Jego stworzeniu. A Słowo Boga, przez które powstał wszechświat, nie może być zrozumiane jako Biblia, ponieważ nie jest to ani pisane, ani drukowane Słowo, ale wola Boża wyrażona w strukturze wszystkich rzeczy. Słowo Boże jest tchnieniem Bożym wypełniającym świat zdolnością do życia. Najpotężniejszą siłą w przyrodzie jest Słowo Boga, a właściwie jest jedyną siłą w przyrodzie, bowiem cała energia przyrody bierze się stąd, że zostało wypowiedziane Słowo pełne mocy. 

Biblia jest zapisanym Słowem Bożym, a ponieważ jest czymś zapisanym, jest też czymś ograniczonym wymogami atramentu i papieru lub skóry. Jednak Głos Boży żyje i jest wolny, tak jak wolny jest Bóg. "Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem"/Jn.6.63/. W wypowiadanych słowach zawarte jest życie. Słowo Boże w Biblii tylko wtedy ma moc, gdy odpowiada Bożemu Słowu we wszechświecie.

Chaos usłyszał Słowo i nastał porządek, usłyszała ciemność i stała się światłość. "Bóg rzekł i tak się stało". Te bliźniacze wyrazy, jako przyczyna i skutek, często pojawiają się w historii stworzenia opisanej w Księdze Rodzaju. Słowo "rzekł" jest przyczyną dla słowa "tak". Słowo "tak" - to wyrażenia "rzekł" w czasie teraźniejszym. 

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

poniedziałek, 7 maja 2012

Tak więc przez pokolenia wszystko szło w dół

Płycizna życia, puste filozofie religijne, szukanie elementów rozrywkowych na nabożeństwach, gloryfikowanie ludzi, opieranie się na zewnętrznej religijności, kultywowanie na wpół religijnych społeczności, stosowanie kupieckich metod, błędne traktowanie energicznego charakteru człowieka jako działanie w mocy Ducha Świętego. Te i podobne rzeczy są oznakami fatalnej dolegliwości, głębokiej i poważnej choroby duszy.

Za tę naszą okropną chorobę nie jest odpowiedzialny ktoś jeden szczególnie, ale i żaden chrześcijanin nie jest wolny od winy. Wszyscy dołożyliśmy starań bezpośrednio lub pośrednio, do tego smutnego stanu rzeczy. Byliśmy zbyt ślepi, by widzieć, zbyt bojaźliwi, by mówić, lub też zadowoleni z siebie, by pragnąć czegoś lepszego niż tylko nędznej i pospolitej strawy, którą inni wydają się być usatysfakcjonowani. Innymi słowy, zaakceptowaliśmy przekonania innych, naśladowaliśmy życie innych, a doświadczenia innych stały się naszymi wzorcami. Tak więc przez pokolenia wszystko szło w dół. Teraz osiągnęliśmy głęboką dolinę pełną piasku i spalonej trawy, a co najgorsze, zmieniliśmy Słowo Prawdy tak, by pasowało do naszych przeżyć, i przyjęliśmy tę nędzną dolinę jako wspaniałe pastwisko.

Potrzeba zdecydowanego serca i czegoś więcej niż odrobiny odwagi, by wyrwać się i uwolnić z uchwytu naszych czasów i wrócić na drogi biblijne. Lecz to daje się zrobić. Zarówno w przeszłości, jak i teraz, chrześcijanie musieli to czynić. Historia odnotowała wiele takich powrotów na dużą skalę, prowadzonych przez takich ludzi, jak święty Franciszek, Marcin Luter czy Jerzy Fox. Niestety, obecnie wydaje się, że nie ma takich ludzi. Czy można spodziewać się takiego szerokiego powrotu przed przyjściem Chrystusa, czy też nie, jest pytaniem, co do którego chrześcijanie nie są w pełni zgodni, ale nie jest to dla nas teraz ważne.
 
Co Bóg w Swej potędze może jeszcze uczynić na skalę światową, tego nie wiem. Lecz co On chce uczynić dla zwykłego szukającego Go człowieka, co do tego jestem przekonany, że wiem i mogę o tym powiedzieć innym. Niech tylko człowiek szczerze nawróci się do Boga, niech tylko zacznie ćwiczyć się w pobożności, niech szuka wzrostu swojej duchowej wrażliwości, w zaufaniu, posłuszeństwie i pokorze, a rezultaty przejdą wszelkie oczekiwania, jakie mógł mieć podczas lat chudych i słabych.

Każdy człowiek, który przez pokutę i szczery powrót do Boga wyrwie się z trzymających go szablonów i zacznie szukać dla siebie duchowych wzorców w samej Biblii, będzie zachwycony tym, co tam znajdzie.
Powtórzmy raz jeszcze: Wszechobecność Boga jest faktem. Bóg jest tutaj. Cały wszechświat żyje dzięki Jego życiu. Nie jest On nieznanym i obcym Bogiem, ale bliskim Ojcem naszego Pana Jezusa Chrystusa, którego miłość przez tysiące lat obejmowała nas grzesznych ludzi. On zawsze próbuje zwrócić naszą uwagę, próbuje objawić się, porozumieć się z nami. A w nas jest zdolność poznania Go, jeśli tylko odpowiemy na Jego próby zbliżenia się (I to jest to, co nazywamy szukaniem Boga!). Będziemy Go coraz bardziej poznawać w miarę, jak nasza wrażliwość będzie się doskonalić przez wiarę, miłość i praktyczne używanie.

O, Boże i Ojcze, pokutuję za moje grzeszne, przesadne zajęcie się widzialnymi rzeczami. Zbyt dużo tego świata jest przy mnie. Ty byłeś tutaj, a ja nie wiedziałem. Byłem ślepy na Twą Obecność. Otwórz moje oczy, abym mógł Cię zobaczyć we mnie i wokół mnie. Proszę w Imieniu Jezusa Chrystusa. Amen.
 
A.W. Tozer z książki Szukanie Boga

środa, 2 maja 2012

Moje bezradne serce jest bezużyteczną gliną

Tak, jak źródłem wszelkiego dobra w życiu ludzkim jest Bóg, tak samo źródłem duchowej wrażliwości jest Bóg. Na tym polega suwerenność panowania Boga, a czują ją nawet ci, którzy w niewystarczający sposób podkreślają to w swej teologii. Pobożny Michał Anioł wyznał to w swym sonecie:

Moje bezradne serce jest bezużyteczną gliną, bo samo z siebie nie może się nakarmić.

Tyś jest nasieniem dobrych i świętych dzieł, które wschodzą do życia, gdy dajesz rozkaz. Dopóki nie pokażesz nam Swej prawdziwej drogi, żaden człowiek jej nie znajdzie. Ojcze, Ty Sam musisz nas prowadzić!
Słowa te zastępują wszelkie rozprawy na temat głębokości i powagi świadectwa tego wielkiego chrześcijanina.

Ważne jest, by rozpoznać, że Bóg w nas działa, a jednak ostrzegam przed zbyt wielkim zajęciem się tą myślą. Może bowiem doprowadzić do całkowitej bierności. Bóg nie uczyni nas odpowiedzialnymi za zrozumienie tajemnicy wybrania, przeznaczenia i niezależności Bożego panowania. Najlepszą i najbezpieczniejszą drogą do rozwikłania tych prawd jest wzniesienie oczu do Boga z głęboką czcią i powiedzenie: "O Panie, Ty wiesz". Rzeczy te należą do głębokiej i tajemnej Wielkości Wszechwiedzy Bożej. Wdzieranie się w te tajemnice może uczynić z nas teologów, ale nigdy świętych.

Wrażliwość to nie pojedyncza rzecz, a raczej złożone połączenie kilku elementów w duszy. Jest to pokrewieństwo, skłonność, czuła reakcja, pragnienie posiadania. Można z tego wywnioskować, że są tego różne odcienie, że może to mieć rozmaite, większe lub mniejsze natężenie, w zależności od poszczególnej osoby. Ćwiczenie może je wzmocnić, zaniedbanie - stłumić. Nie jest to niezależna od nas, przemożna siła spadająca na nas z góry. Jest to rzeczywiście dar od Boga, lecz należy go rozpoznać i zatroszczyć się o niego tak, jak o inne dary, jeśli ma osiągnąć cel, dla jakiego był dany.

Jeśli się tego nie zrozumie, stanie się to przyczyną niezwykle groźnego błędu popadnięcia we współczesną, formalną religijność. Myśl o dbaniu i ćwiczeniu, tak ważna dla świętych ludzi w przeszłości, nie znajduje teraz miejsca w całym naszym religijnym świecie. Jest zbyt mało atrakcyjna, zbyt pospolita. Domagamy się teraz błyskotliwości i szybkiej dramatycznej akcji. Pokolenie chrześcijan wyrastających wśród guzików i automatów niecierpliwi się na powolniejsze i mniej bezpośrednie metody osiągania celów. Próbujemy zastosować maszynowe, zmechanizowane metody w naszych stosunkach z Bogiem. Szybko czytamy jeden rozdział z Pisma świętego, krótko modlimy się i pośpiesznie biegniemy dalej, mając nadzieję nadrobienia naszego wewnętrznego bankructwa pójściem na nowe nabożeństwo, lub słuchaniem wzruszających opowieści przygód misjonarza, który ostatnio wrócił z daleka. Tragiczne skutki tego odbijają się na naszym stanie duchowym.

A.W. Tozer z książki Szukanie Boga